Jak zabija się Polskę  (12)

     Było to w 1984 roku w październiku, kiedy wyłowiono tam zwłoki księdza 
Jerzego Popiełuszki, torturowanego i bestialsko zamordowanego przez 
esbecki szwadron śmierci Kiszczaka i Jaruzelskiego. Wróciły wspomnienia 
i postanowiłem sobie po raz drugi obejrzeć film "Popiełuszko". Wrzuciłem 
płytkę do odtwarzacza, nie przypuszczając nawet, że zwrócę uwagę na coś, 
co umknęło mi wtedy, kiedy ten film oglądałem po raz pierwszy. Chodzi o 
grające tam aktorki, a prywatnie przyjaciółki i "uczennice" księdza Jerzego,
Maję Komorowską i Joannę Szczepkowską. Jak pokręcone bywają ludzkie 
losy? Co sprawia, że tylu ludzi nie potrafi wytrwać w prawdzie i wierności 
dawnym ideałom? Dlaczego tak łatwo przechodzą na złą stronę mocy, lub 
siedzą niezdecydowani okrakiem na barykadzie? Jak wytłumaczyć, że obie 
panie w 2005 roku popierały tego samego kandydata na prezydenta, Donal- 
da Tuska, za którym opowiedział się wtedy Jerzy Urban, autor nagonek i 
paszkwili wymierzonych w bohaterskiego kapłana i ich przyjaciela? Jak to 
możliwe, że w 2010 roku były w komitecie honorowym kandydata, którego 
w drugiej turze obiecał poprzeć ten sam renegat i zaprzaniec Jaruzelski, a 
toast wzniesiony szampanem zapowiadał po zwycięstwie Komorowskiego 
kursant GRU generał Marek Dukaczewski? Włocławska zapora chyba jakoś
metafizycznie zaistniała w świadomości Polaków akurat w tamtych dniach. 
     10.09.2024 miał miejsce kolejny atak wulgarnej bandy Tuska, Bodnara, 
Hołowni, Kosiniaka-Kamysza na uczestników miesięcznicy smoleńskiej. Kim 
są ci starzy ludzie, pod wodzą agresywnej "Babci Kasi", tak nienawidzący 
tragicznie zmarłych i ich rodzin? Nie są to z pewnością bogobojni katolicy, 
którzy przybyli tam wprost po mszy, odbytej spowiedzi i przyjętej komunii 
świętej; no chyba, że celebrantem był ksiądz "patriota" Sowa. Sa nimi obrońcy 
OTUA, KODowcy, byli funkcjonariusze i współpracownicy komunistycznych 
służb, pozbawieni na pewien czas, przez PiS, lukratywnych dodatków, z tytułu 
wykonywanych niegdyś niegodziwych profesji? Policja warszawska im też 
sprzyjała, nie żałobnikom. Co będzie się działo na Marszu Niepodległości 
11.11.2024? 
     Po tuskowej stronie mocy opowiadają się, niezachwianie i bezkrytycznie, 
nie tylko wiekowe już i Maja Komorowska, i Joanna Szczepkowska, i wspom- 
niany w książce Krzysztof Daukszewicz, ale i przytłaczająca większość cele- 
brantów wysokiej kultury lempartów, wraz z wymienionymi KODowcami i 
obrońcami OTUA. Nie jest w stanie zmienić ich poglądów, wiary, ani odebrać 
zaufania do uwielbianego przywódcy, żadna publikacja Cenckiewicza i 
Rachonia, żaden nowy dowód zdrady, żadna nowa niegodziwość, uczyniona 
zgodnie z prawem, rozumianym po ichniemu. Jako te "zwierzątka" tresowane 
do usługiwania Niemcom, Rosjanom, albo komukolwiek, a nienawidzące 
"pisiorów", "katoli" i "nazistów", czyli znacznej części polskiego społeczeń- 
stwa. 
 
     Teraz wrażliwiec, znany z deklaracji o "zażynaniu watah", Radek 
Sikorski żądał cenzurowania Internetu, gdyż nagle go olśniło i po latach 
dostrzegł tam wszechobecny kloaczny język, który spędza temu znanemu 
wzorowi politycznej kultury sen z powiek. Oczywiście, tak naprawdę chodziło
o coś zupełnie innego. Lawinowo narastała krytyka rządzących, psuły się 
społeczne nastroje i nagle to, co kiedyś zupełnie nie przeszkadzało establi- 
shmentowi III RP, gdyż skierowane było głównie przeciwko pisiorom, teraz 
ranić zaczęło ich wrażliwe oczy, uszy, dusze i serca. Oni bili na trwogę i 
alarmowali "koniec z kibolstwem politycznym i stadionowym". O dziwo, 
wojna rozpoczęła się w momencie, kiedy wszystkie statystyki wskazywały 
spadek stadionowego chuligaństwa aż o 60 procent. Jeszcze nie tak dawno 
świetnie się to całe towarzystwo bawiło przy świńskich ryjach wnoszonych 
do telewizyjnego studia. Ileż było radości z haseł typu "Giertych do wora, 
wór do jeziora". Nie trzeba było zapuszczać się aż do Internetu, gdyż z 
ekranu telewizora można było się dowiedzieć, że Jarosława Kaczyńskiego 
trzeba zastrzelić i wypatroszyć, a śp. Prezydent to alkoholik i sprawca 
tragedii pod Smoleńskiem. Dlaczego te lamenty i udawane oburzenie nad 
chamstwem nie pojawiły się po mordzie politycznym na Marku Rosiaku z 
PiS, a dopiero przed wyborami? Dlaczego nie bito na alarm, kiedy do Grze- 
gorza Miecugowa i jego gościa ze "Szkła kontaktowego" dzwonił widz z 
apelem, aby wykończyli oni "tych parchów Kaczyńskich"? Skąd ta milczą- 
ca aprobata dla Dominika Tarasa, który zorganizował tzw. "rozrywanie 
kaczki", podczas którego skandowano po kibolsku "Jeszcze jeden", mając 
na myśli śmierć prezesa PiS i życzenie, aby jak najszybciej dołączył do 
brata? To, czego życzono Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim na interne- 
towych forach, wielokrotnie przekraczało granice wyobraźni normalnego 
człowieka. Dlaczego salon ocknął się dopiero teraz? Dlaczego nie opamię- 
tano się po smoleńskiej tragedii, czy choćby po wspomnianym już mordzie 
politycznym w Łodzi? Moi kochani, sprawa jest zupełnie prosta. Na czas 
kampanii wyborczej, a może i na najbliższe lata, trzeba było zawiesić na 
kołku ten fragment Konstytucji RP: 
     "Art. 54: Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów 
oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji." 
     "Słońce Kaszub", tak jak kiedyś "Słońce Karpat" musi lśnić pełnym 
blaskiem nizakłócanym przez jakieś chmury krytyki w internecie czy trans- 
parenty na piłkarskich stadionach. W zaprzyjaźnionych telewizjach oraz tej 
przejętej - publicznej, nie potrzebne są żadne opozycyjne spektakle. 
     Oto dożyliśmy czasów, w których moralności uczą nas alfonsi, uczciwości
złodzieje, szczerości kłamcy, patriotyzmu zdrajcy, a walki z chamstwem 
sam majster Lis, który kiedyś, gdzieś spod wiaduktu, wyciągnął na salony 
zwykłego żula, by przedstawić go jako ofiarę kaczyzmu. Taki koniec był do 
przewidzenia już w 1989 roku, kiedy to "ojcami" polskiej demokracji 
uczyniono zdrajców i zaprzańców, czyli renegatów i sowieckich generałów 
poprzebieranych w polskie mundury. O co więc chodziło Lisowi i spółce? 
OCZYWIŚCIE O TO SAMO, CO PODCZAS "NOCNEJ ZMIANY" W 1992
ROKU, GDY GROZIŁO UJAWNIENIE AGENTURY I UTRATA WŁA- 
DZY ORAZ PRZYWILEJÓW I POZYCJI W III RP. Tomasz Lis, tak jak 
wtedy do Wałęsy, zdawał się teraz krzyczeć przed wyborami do Tuska: 
"Niech Pan nas ratuje, Panie Premierze!" 
     "Oto dożyliśmy czasów, w których" Giertych, wraz z Sikorskim i "Słońcem 
Kaszub" "dożynają watahy" i "8x*" upapranymi łapskami bodnarytów, z 
pomocą PSL, czerwonego, zielonego i tęczowego lewactwa, "nadzwyczajnej 
kasty", komunistycznych komisarzy unijnych, ku uciesze wulgarnej tłuszczy 
lempartowego estabishmentu i obrońców OTUA. Owi krzewiciele wysokiej 
kultury, wyrażający się kwiecistą polszczyzną, zawieszają na kołku i Art. 54 i 
całą Konstytucję, przygotowując ustawę o "mowie nienawiści", czyli narzędzie 
do cenzurowania i zamykania krytyków ich poczynań. No cóż, polactwo to 
samo sobie zażyczyło, wybierając ponownie taką władzę w 2023 r.